poniedziałek, 6 czerwca 2011

Jest do d....py

Właśnie tak. Wczoraj po południu wróciliśmy z Karolą ze szpitala, a teraz się zastanawiam czy za chwilę nie będziemy gnać z powrotem. Dopadł ją wirus. W cztery godziny się odwodniła, spędziła try dni pod kroplówkami, ale było już lepiej. Wczoraj była taka szczęśliwa, że jest już w domu. A dzisiaj zaczęła kasłać, furczy jej w pleckach, boję się, że od tego cholernego kaszlu znów będzie wymiotować. Jak przetrzyma noc, jedziemy rano do lekarza. Mam ochotę wrzeszczeć, ale jest środek nocy, a ona niedawno zasnęła. Ile można?! Przecież te dziecko łapie wszystko co możliwe. Wygląda.... płakać się chce, chudziutka, blada. Tracę całkiem siły, nie wiem co jest z moim dzieckiem, bo na pewno nie jest to normalne. Już nic nie wiem....

1 komentarz:

  1. Aniu kochana, trzymam kciuki, żeby było dobrze. Nie ma nic gorszego od choroby dziecka, współczuję i przesyłam Ci uściski oraz dobre wibracje. Będziesz potrzebowała morza cierpliwości ale zobaczysz- będzie dobrze :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję :-)